Dzieje grzechu
Narodowy Stary Teatr im. H. Modrzejewskiej w Krakowie
Na rok przed setną rocznicą śmierci Stefana Żeromskiego, twórcy i twórczynie sięgają do klasyki polskiego modernizmu po jedną z najbardziej kontrowersyjnych powieści tamtego okresu.
Pracując z samą konwencją melodramatu i ją dekonstruując, przyglądają się losom głównej bohaterki Ewy, traktując ją w sposób niejednostkowy i metaforyczny, a także konfrontując na scenie z męskimi bohaterami tej powieści. Realizatorki i realizatorzy podejmują próbę queerowo-feministycznego odczytania historii Ewy, starając się wykroczyć poza męskie spojrzenie zapisane w powieści Żeromskiego, a następnie utrwalone w filmowej adaptacji Waleriana Borowczyka. W centrum ich zainteresowania znajduje się uwikłanie bohaterki w zależności patriarchatu oraz to, jak na przestrzeni lat zmieniła się narracja wokół kobiet.
Pragną spojrzeć na kobiece ciało i seksualność w sposób podmiotowy, szukając sposobu na wyzwolenie ich z konwencji. Czy Ewa wygnana z raju za pierwszy grzech już zawsze musi być skazana na piekło?
OBSADA:
- Szymon Czacki – Łukasz
- Małgorzata Gałkowska – Ewa 3
- Magda Grąziowska – Ewa 2
- Stanisław Linowski – Szczerbic
- Filip Perkowski – Bodzanta
- Przemysław Przestrzelski – Pochroń
- Karolina Staniec – Ewa 1
TWÓRCY I TWÓRCZYNIE:
- Wojtek Rodak – Reżyseria
- Iga Gańczarczyk – Scenariusz i dramaturgia
- Katarzyna Pawelec – Scenografia i reżyseria świateł
- Marta Szypulska – Kostiumy
- Teoniki Rożynek – Muzyka
- Alicja Nauman – Choreografia
- Martyna Miller – Video
- Jacek Niemiec – Asystent reżysera
- Sara Julia Pons – Asystentka kostiumografki
- Katarzyna Gaweł – Inspicjentka/suflerka
- Dorota Grzywacz-Kmieć – Koordynatorka produkcji
Tematy wrażliwe: aborcja, gwałt, praca seksualna, odwołania do seksu.
W spektaklu wykorzystywany jest dym. Na scenie pojawiają się lub są przedstawieni w inny sposób nadzy aktorzy.
Współproducentem spektaklu jest Teatr Mały w Tychach.
Recenzje:
W potrójnej kreacji Staniec, Grąziowskiej i Gałkowskiej Ewa staje się rodzajem naczynia mieszczącym stereotypy związane z kobiecym grzechem – jest zatem naiwna, słaba, nadto uległa, skłonna do zła, interesowna, pożądliwa, pozbawiona etycznych zasad, wyrachowana. Zarazem na każdym etapie swojej historii wymyka się z tej klatki – poprzez dystans wobec melodramatycznych gestów na początku romansu (Staniec), przez sprzeciw aktorki wobec męskich demiurgów, reżyserów i autorów (Grąziowska), czy przez gest odzyskiwania ciała, noszącego ślady upływu czasu, przemijania (Gałkowska w przejmującym monologu), ale też przez przejęcie kontroli nad własną historią w finale.
Magda Piekarska, „Gazeta Wyborcza”
Główną rolę kobiecą odgrywają w przedstawieniu trzy różne aktorki. Każda z nich robi to na innym etapie życia bohaterki. Pierwsza z nich Karolina Staniec prezentuje się jako młoda i naiwna dziewczyna. Jej gra jest spontaniczna oraz momentami przerysowana. Jest egzaltowana oraz prezentuje teatralne pozy. Druga Magda Grąziowska jest już bardziej doświadczona, by nie powiedzieć cyniczna. Postać ta z nieopierzonego pisklęcia przerodziła się w powabnego łabędzia świadomego swoich atutów. Wyzbyta niewinności śmiało może stawać w szranki z nachodzącymi ją mężczyznami. Trzecia grana przez Małgorzatę Gałkowską jest jeszcze bardziej doświadczona, ale też pogodzona z przeszłością. Zna swoją wartość i nie musi niczego udowadniać. Wszystkie one składają się w spójną całość kobiety, która została wykorzystana przez świat zdominowany przez męskie stereotypy i oczekiwania.
Andrzej Kownacki, „Dziennik Teatralny”
Na małej scenie Starego Teatru, zmienionej za sprawą scenografii w efektowny buduar, rozgrywają się sceny z dziejów „moralnego upadku” bohaterki tragicznie zakochanej w niedoszłym rozwodniku Łukaszu Niepotomskim. Zręcznie przeplecione polemicznymi, metateatralnymi komentarzami aktorek i aktorów. Są w tym spektaklu trzy Ewy. Najmłodszą i najbardziej „niewinną” gra Karolina Stanieć, starszą Magda Grąziowska, a tę dojrzałą, najbardziej, jak chciałby Żeromski, „zepsutą” – Małgorzata Gałkowska. Towarzyszą im m.in. Filip Perkowski jako Bodzanta i Szymon Czacki w roli Niepołomskiego. Choć cały zespół gra świetnie – balansując między pastiszem, teatrem psychologicznym i dekonstrukcją – gwiazdą wieczoru jest Gałkowska. Jej finałowy monolog o zmęczeniu ciągłym ściganiem wzorców kobiecości, o prawie do własnego ciała i dojrzałości jest wyzwalający i bardzo potrzebny, nie tylko kobietom. I właśnie o toksycznych wzorcach męskości i kobiecości, na których wciąż ufundowana jest nasza zbiorowa wyobraźnia, a które zmyślnie ogrywają kostiumy Marty Szypulskiej, opowiada krakowski spektakl.
Michał Centkowski, „Przegląd”


